[Korea Płd] Infinite – Reality (recenzja)

Członkowie grupy Infinite kazali fanom czekać ponad dwanaście miesięcy na nowy album – poprzedni krążek, „Season 2”, ukazał się w maju zeszłego roku. I choć w tym czasie grupa działała w Japonii, a artystów można było oglądać w dramach, fani niecierpliwie czekali na piąty mini-album. Czy było warto?

Na krążku możemy usłyszeć siedem utworów, które mieszczą się w definicji k-popu, choć z pewnością nie można ich nazwać jednakowymi czy nudnymi. Album rozpoczyna instrumentalny kawałek „Betting”, od spokojnych dźwięków pianina przechodzący w nieco niepokojący bit, nadający klimat całej płycie. Nie mamy czasu odpowiedzieć na pytanie „Ready or not?”, pojawiające się kilka razy, ponieważ „Betting” płynnie przechodzi w „Bad”, drugą piosenkę na krążku, a przy tym singiel go promujący. Silne wokale, chwytliwy refren, dobra choreografia, choć podane w innym niż zwykle wydaniu, nieco mniej tanecznym i przede wszystkim z mniejszą ilością rapu – ta piosenka ma szansę zwabić słuchaczy, którzy do tej pory nie przepadali za Infinite. Pozytywny utwór numer trzy, czyli „Moonlight”, powinien za to przypaść do gustu wieloletnim fanom Infinite, ponieważ jest idealnym przykładem stylu zespołu. Płyta zwalnia dopiero przy „Walk to remember”, refleksyjnej i odrobinę rockowej piosence, w której okazję do wykazania się mają raperzy – Hoya i Dongwoo. Wokaliści królują za to w „Between you and me”, pełnej emocji balladzie, idealnie budującej napięcie od spokojnego początku do niesamowicie mocnego refrenu – ta piosenka wywrze wrażenie na każdym słuchaczu, a wielu z pewnością wzruszy. Na pewną dozę autoironii pozwalają sobie artyści w przedostatnim utworze, balladzie „Love letter”, pytając: „Jest tak wiele piosenek miłosnych, więc dlaczego wciąż je śpiewam?” To bardzo dobre pytanie, bo „Love letter” równie dobrze mógłby nie znaleźć się na tej płycie; to stanowczo najsłabszy jej fragment. Na szczęście kończąca krążek piosenka „Up to you” wprawia w tak dobry nastrój, że można zapomnieć o jej poprzedniczce i zacząć słuchać „Reality” od początku, bo po jednym przesłuchaniu czuje się niedosyt; ten mini-album to jedno z najlepszych – o ile nie najlepsze – dokonanie w karierze Infinite.

Siedmioosobowy boysband wydając „Reality” złamał ciążącą nad wieloma koreańskimi zespołami „klątwę pięciu lat” – miejmy nadzieję, że uda mu się też świętować za jakiś czas dziesięciolecie działalności, bo to jeden z najjaśniejszych punktów koreańskiej sceny muzycznej.


Woobinnie

Komentarze z Facebooka

Zostaw odpowiedź

Możesz używać tagów HTML i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Uzupełnij Captchę: Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Używamy wtyczki Akismet by walczyć ze spamem. Wysyłając komentarz, wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych. Dowiedz się więcej.