Relacja Kaya & Satsuki

 Kaya & Satsuki

Drugiego marca 2012 roku, w poznańskim klubie Blue Note miał miejsce wspólny koncert Kayi i Satsukiego. Prawdą jest, że grupa ludzi oczekująca na ten koncert nie była tak liczna, jak w przypadku niektórych koncertów j-rockowych w Polsce, jednak i tutaj znalazło się spore grono oddanych fanów, które przybyło już w godzinach rannych, aby oczekiwać na swoich ulubionych muzyków. Przed klubem trwało przygotowywanie flag, pisanie listów, gorączkowa wymiana zdań, a wszystko to przerywane śpiewaniem piosenek muzyków, którzy mieli stać się bohaterami tego wieczoru. Przesunięcie godziny rozpoczęcia koncertu (spowodowane specjalną niespodzianką) wcale nie zniechęciło oczekujących ludzi, którzy z niesłabnącą energią koczowali w okolicach klubu. Pobliski park stanowił idealne miejsce spacerów i umilania sobie czasu. Stosunkowo niska temperatura nie wydawała się być zbytnią przeszkodzą dla z każdą minutą coraz bardziej podekscytowanych fanów, a przynajmniej myśl o zbliżającym się koncercie skutecznie odwracała uwagę od zimna i dłużącego się czasu.

O klubie słów kilka…

Warto może na początek wspomnieć sam poznański klub Blue Note, który tak naprawdę znajdował się na terenie zamku. Czyż można wyobrazić sobie lepsze miejsce na koncert muzyków visual kei, a już zwłaszcza muzyków, tak lubujących wykwintność jak Kaya? Ciężko niemalże uwierzyć, że jest to jedynie zasługa przypadku. Skoro jednak zapewne była, należy jak najserdeczniej mu za ów zdarzenie podziękować.

Trochę nas mało… eee… dużo…?

Mimo tego, iż na koncercie nie było więcej niż 200 osób (a raczej liczba uczestników oscylowała w okolicach 150) to ścisk po otwarciu bram był, jak zazwyczaj, duży. Jednak po wejściu do środka, warunki okazywały się wręcz kameralne. Scena była mała i niska, a brak barierek dodatkowo eliminował jakiekolwiek wrażenie dystansu. W oczekiwaniu na koncert fani umilali sobie czas głośnymi rozmowami na temat muzyków, a także rzucaniem na scenę balonów. Główną atrakcją przed rozpoczęciem koncertu było wniesienie na scenę butelki Kayi, która ubrana była w czarną, koronkowa sukienkę z czerwoną kokardą. Przystrojona butelka wzbudziła duże poruszenie i wyraźnie wskazała, że czas do pojawienia się na scenie właściciela butelki, zbliża się nieubłaganie.

Panie i Panowie, oto Kaya!

Pierwszy na scenie pojawił się, tak jak podczas koncertów w innych krajach, Kaya. Czekał już na niego mikrofon przystrojony czerwoną różą, a także las wzniesionych w górę wachlarzy. Swoim pojawieniem się dopełnił obraz zaczarowanego świata, w który na chwilę zmienił się poznański klub. Wokalista miał na sobie czarną, lolicią sukienkę, a jego głowę zdobił misterny bonnet. Doskonałość jego stroju mogła jedynie napełniać wstydem wszystkie obecne na koncercie Lolity. Kaya wyglądał wprost oszałamiająco, a jego sceniczny ruch idealnie wpasowywał się w teatralność całej sytuacji. Kiedy obraz został podbudowany dźwiękiem wyjątkowego głosu wokalisty, cała widownia wydawała się być zanurzona w wizji, którą ten stwarzał. Nawet ci, którzy przyszli na koncert jedynie dla Satsukiego, nie mogli oderwać wzroku od iluzji tworzonej przez Kayę. Słuchając kolejnych piosenek i delektując się tworzonymi przez niego obrazami można było łatwo znaleźć potwierdzenie dla faktu, że Kaya mocno czerpie inspirację z teatru kabuki. Czasem wydawał się smutny, po chwili radosny, jego ruchy były gwałtowne, przesadne, pełne ekspresji. W pewnym momencie padł niemalże na podłogę, jakby nie będąc w stanie dłużej unieść ogromu zbierających się w nim emocji i uczuć. Nie było tu miejsca na niuanse i drobne, niewidoczne gesty. Kaya wydawał się niemalże targany wewnętrznymi stanami bohaterów swych piosenek. Ophelia na naszych oczach zmieniała się w Awildę, po to, by potem ustąpić miejsca Marii Antoninie. I to wszystko na wyciągnięcie ręki! Bez dekoracji, bez rekwizytów. Samym swoim drobnym ciałem Kaya odgrywał na scenie cały spektakl. W roli głównej grały zaś uczucia.

Oczywiście nie tylko uczucia Kayi. Uczucia fanów w czasie całego występu tańczyły równie szalenie i z równie wielkim zaangażowaniem, a Kaya wydawał się ów uczucia wręcz zapraszać do wspólnego tańca. Czasem był to taniec grupowy. Fani wraz z nim w zgodnym tonie śpiewali Chocolat, poruszali się wraz z jego ruchami, czy też wykrzykiwali jego imię. Czasem zaś Kaya „podejmował do tańca” poszczególne osoby – reagował na pojedyncze okrzyki fanów, pogłaskał po włosach płaczącą ze wzruszenia osobę, czy też pocałował w dłoń stojącą z przodu fankę. Tańczył z emocjami nieustannie. Igrał z uczestnikami wydarzenia, a jego zachowanie pomiędzy piosenkami jedynie dopełniało niezwykłą grę, która miała miejsce na niewielkiej scenie podczas popisów wokalnych. Sposób, w jaki pił wodę z butelki, radość z pluszowego misia, użycie wachlarza fanki, aby potem oddać jej go z najpiękniejszym uśmiechem – nie sposób było przestać go obserwować. Nie był odległy. Był jedynie krok przed widownią. Widownią? Być może lepiej byłoby użyć określenia – przed współuczestnikami. Nie było podziału: artysta, widownia. W magiczny sposób uczestnikami stawali się wszyscy. Kaya nie uśmiechał się w tłum. Uśmiechał się do pojedynczych osób, spoglądał im w oczy i wyciągał dłonie w ich stronę, pozwalał się dotykać i sam dotykał fanów. Jego piękna postać królowała na scenie, jednak pomimo całej doskonałości jego głosu i wyglądu nie był odległy. Był tuż obok. Z wielką radością wziął do rąk polską flagę i zaprezentował ją wszystkim. Wzruszył się słysząc jak dobrze fani znają słowa Chocolat. Był równie wzruszony jak uczestnicy. Nie tyle wykreował dla obecnych bajkę, co raczej wciągnął wszystkich w sam jej środek.

Czas na Satsukiego!

Po Kayi na scenie pojawił się Satsuki wraz ze swoim zespołem. W ramach podtrzymania konwencji przyniósł ze sobą różę, która szybko wylądowała w tłumie, a dokładniej w rękach szczęśliwej fanki. Satsuki nie miał na sobie wymyślnego stroju, jednak magia jego piosenek wystarczała, aby zbudowana wcześniej przez Kayę atmosfera nie tylko się utrzymała, ale wręcz nadal rozwijała. Obok szalonej zabawy przy rockowej muzyce, nie brakowało momentów wesołych, jak np. śpiewanie i równoczesna zabawa otrzymanym od publiczności pluszowym misiem, czy też niezapomniane pytanie Satsukiego, dlaczego znamy tekst jego piosenki, jak również tych niemalże mistycznych, jak np. wykonanie Veil of MARIA czy też Ryuushi ni tokete nagareru namida to memai no sou ni ranhansha suru saisei no koe, kiedy wszyscy obecni jak oczarowani wpatrywali się w wokalistę, pozwalając anielskiemu głosowi Satsukiego docierać tanecznym krokiem wprost do swoich serc. A docierał tam, trzeba przyznać, z niezwykłą gracją. Dźwięki płynęły z jego ust niesione na białych skrzydłach niewidzialnych aniołów (przepraszam za to zdanie, ale nie mogłam się oprzeć…).

Nie brakowało również chwil szaleństwa. Satsuki zdjął koszulę, pozwalał się dotykać rozszalałym fanom, a także wymieniał z nimi uściski dłoni.

Wszyscy razem w jednym tempie…

Potem nadszedł czas na kolejne pojawienie się Kayi, a następnie Satsukiego. Ponowny widok Kayi, tym razem odzianego w biały strój, wzbudził następną falę wzruszenia. Występ Satsukiego, który nadszedł później jedynie wzmocnił gwałtowność doznania. Satsuki, grając na fortepianie, zaśpiewał utwór You, który doprowadził do łez wielu obecnych na sali fanów. Delikatne dźwięki fortepianu w połączeniu z charakterystycznym głosem Satsukiego odrealniały całą sytuację, wprowadzając wszystkich w stan swoistej zadumy.

Jednak po tych występach przyszedł czas na niespodziankę, która kontrastowała z nastrojowością ballady w wykonaniu Satsukiego. Na scenę został wniesiony tort wraz z szampanem, aby wraz z fanami uczcić urodziny gitarzysty Reeno z zespołu Satsukiego, który zresztą swoim bezpośrednim podejściem do fanów zdążył już wzbudzić ich sympatię. Śpiewano Happy Birthday, pito z gwinta (Satsuki nie żałował nawet misiowi), a w całej sali zapanowała atmosfera zabawy, która trwała już do końca imprezy. Dwa ostatnie utwory, które muzycy wykonali wspólnie, wręcz rozpierała energia. Można było niemalże poczuć się jak na urodzinowej imprezie u Reeno. Może i dobrze, że koncert zakończył się w atmosferze zabawy. Bycie wyrwanym ze środka wcześniejszego spektaklu byłoby zbyt trudne, szok byłby zbyt duży. Nie żeby teraz było dużo prościej. Ale Satsuki obiecał, że wróci i tej wersji się trzymajmy.

Pożegnania czas…

Na koniec fanów czekała jeszcze sesja autografów, która miała dopełnić całe wydarzenie i zarazem je ostatecznie zakończyć. Do następnego razu. Po takim wystąpieniu artyści mogą być pewni, że nikt nie opuści możliwości przeżycia tego wydarzenia po raz kolejny. A jeśli kogoś nie było, upewnij się drogi czytelniku, że dokładnie mu o nim opowiesz. Szkoda, aby biedak stracił drugą szansę. Wystarczy, że zmarnował już jedną. Za dużo zmarnowanych chwil! Cóż za strata! Dlatego zadbajmy, aby następnym razem więcej osób miało możliwość pójścia w tany u boku Kayi i Satsukiego.

~Lladia

Komentarze z Facebooka

Zostaw odpowiedź

Możesz używać tagów HTML i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Uzupełnij Captchę: Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.